sobota, 12 lipca 2014

Rozdział dwunasty

      Pół godziny zajęło im ściągnięcie Adriana z żyrandola, gdzie wcześniej powiesiła go tam Vivian. Po tym czasie Alex, Dann i Vivian usłyszeli trzaśnięcie drzwiami i wołanie. Dziewczyna niechętnie zeszła na dół, nie dlatego, że nie chciała ale nie miała sił aby wstać. Tak więc podtrzymywana przez chłopaków zeszła do salonu, gdzie czekali na nią wściekli rodzice.
- Niech Panna nie udaje. - warknął Chris
- Ja nie udaje, tato.
- Nie wiem co się dzieje ale ona naprawdę nie ma sił. - powiedział Dann
- Kochanie, długo trzymałaś tego chłopca na żyrandolu ? - spytała Sharan.
- Trochę.
- Jakiego chłopaka ? - spytał Alex.
- Adriana. - głos dziewczyny pozbawiony był jakichkolwiek emocji.
- Co ? Dlaczego ?
- Zasłużył sobie. Nie rozmawiajmy już o tym, chce się położyć.
      Vivian poszła do swojego pokoju, ale dyskusja dalej trwała. Dann i Alex chcieli się dowiedzieć co się stało, Chris próbował się uspokoić a Sharan zamartwiała się o córkę.
      O północy Vivian przebudziła się, dręczyło ją coś i nie mogła się tego wyzbyć. Chodziło o moc, nagle wzrosła a ona przecież była taka zmęczona. Dann'owi nic nie chciała mówić bo by się wystraszył. Po za tym chciała zobaczyć czy jej dawni przyjaciele żyją i mają się dobrze. Podeszła więc do lustra i przez chwilę się skupiła. W lustrze zobaczyła znajomy pokój, a w nim trójka jej przyjaciół. Był tam ktoś jeszcze, ale dziewczyna nie mogła go dostrzec. Ciekawość nie dawała jej spokoju więc udała się tam - zamknęła oczy, po czym znalazła się obok przyjaciół.
- A kogoż tu mamy ? - spytał znajomy głos.
- Miałam pytać to samo, Adrian.
- Przyszłaś popatrzeć?
- Byłam ciekawa, co tutaj robisz.
      Wskazał ręką na pokój, jakby to miało być wskazówką, Vivian jednak nie zwracała na to uwagi. Była skupiona na czymś innym. Chłopak nagle wyprostował się i zaczął bełkotać. Vivian wróciła do siebie.
                                                                          ***
      Vivian po nocnym wypadzie rano nie wstała na śniadanie. Spała do późnych godzin wieczornych, by po tym zabrać się do pracy. W nocy dziewczyna posiadła cenne informacje na temat Czarnego Pana i musiała je zapisać. Rodziców nie było w domu, Alex i Dann też nie przychodzili, więc Vivian była sama. W pewnym momencie usłyszała skrzypanie podłogi, ktoś obcy był w domu. Uchyliła drzwi i wyjrzała na zewnątrz. Nic nie zauważyła, po cichu zeszła na dół.
- A ty co tu robisz ? - spytała Braina.
- Chciałem wiedzieć co ty wyprawiasz ?!
- Ja? Nic.
- A Adrian?
- Małe wygłupy.
- Ah, tak?
- Tak. Chcesz to mogę ci pokazać.
      Vivian powoli zbliżała się do Braina, gdy do salonu wszedł obcy mężczyzna.
- Kim jesteś? - spytała dziewczyna przystając.
- Nie chcesz wiedzieć. - odparł obcy.
- Czyżby?
- Powiedz mi rodzice zdrowi ? Alex i Dann też?
- Skąd Pan ich zna?
- Ciocia i wujek nie zadawali tyle pytań..
- Elcano !
       Jej reakcja była natychmiastowa. Energia, którą wytworzyła zmiotła ich obu na ścianę, niestety Brain nie miał tyle szczęścia. Elcano znikł zanim ktokolwiek z zewnątrz się pojawił. Vivian patrzyła się na ciało dyrektora bez emocji, nie było jej go żal, nie miała wyrzutów sumienia. Nic.
      Rodzice przybiegli, zaniepokojeni dziwnymi wstrząsami, pięć minut później. Od razu zaczęły się pytania. Nikt nie uwierzył dziewczynie. Dopiero zajrzenie jej do pamięci wyjaśniło wszystko.

-----------------------------------------------------------
Witam i przepraszam na początek :D Dość dawno mnie nie było, szkoła, poprawy ocen itp. nie miałam czasu aby się zabrać za pisanie. Ale w końcu się za to wzięłam i o to jest ! :))

wtorek, 22 kwietnia 2014

Przepraszam

Wybaczcie moja nieobecność ale nie mam czasu na pisanie nn. Postaram się dodać w najbliższym czasie ale tego nie obiecuje :) 

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział jedenasty

   Miesiąc później odbył się pogrzeb Megy i Nathana. Mimo iż miał być skromny zebrało się mnóstwo ludzi. Po krótkiej mszy wszyscy zebrali się na cmentarzu aby pochować dwójkę magów. Po tym ludzie podchodzili i składali kondolencje najbliższym zmarłych. Kiedy do Vivian podszedł Brain dziewczyna wiedziała, że nie będzie to miłe spotkanie i że nie zakończy się ono tutaj, na cmentarzu.
- Bardzo mi przykro z tego powodu. - powiedział po czym zniżył głos do szeptu. - Wiedz jedno, moja droga, że na tym nie koniec.
- Zależy dla kogo. - odparła Vivian. Brain odszedł a w miejscu gdzie przed chwilą stał pojawił się Alex. Przytulił dziewczynę, ale uścisk trwał krotko. Vivian nie chciała płakać, nie tutaj. Dwie godziny później każdy rozszedł  się do siebie.
     Vivian, stała w holu i wspominała jak dokładnie miesiąc temu tą bramą wyjechali ciocia i wujek aby nigdy nie wrócić.
- Uważajcie na nią. W takim stanie jest zdolna do wszystkiego. - głos z jej plecami wyrwał dziewczynę z zamyśleń. Znała ten głos i to bardzo dobrze. Odwróciła się i zobaczyła Adriana z jakąś grupką osób.
- Czego chcesz ? - spytała wściekła.
- Niczego. Mowie tylko tym młodym ludziom - tu pokazał na swoich towarzyszy. Vivian ze zdumieniem stwierdziła, że to jeszcze dzieci w wieku od 10 do 13 lat. - Jaka sławna Vivian jest niebezpieczna.
- Czyżby ?
- O tak. Przykro mi z powodu twojej straty..
   Nie skończył. Nikt nie zauważył, że w jednej chwili stał, a w następnej wisiał na suficie holu. Przerażone dzieci zaczęły wrzeszczeć ale Vivian nic z tym nie robiła. Wzniosła się do chłopaka i patrzyła mu w oczy.
   Początkowo Adrian krzyczał na nią, jednak gdy zdał sobie sprawę, że ją to nie rusza przymknął się.
- Ty nie wiesz jak ja się czuję. – rzekła do niego Vivian. – To przez twojego ojca ciocia i wujek nie żyją. Nie wiem co oni wam zrobili ale przekaż wujowi i ojcu, że tego pożałują.- Wujowi?
- Nie udawaj.Oboje wiemy czyim jesteś bratankiem.
- Od kiedy wiesz?
- Od dawna.

- Puść mnie na dół.

- Nie.
   Zleciała na dół. Już na niego nie spojrzała. Skryła się w tłumie i poszła do swojego domu. Tam położyła się na kanapie. Siły kompletnie ją opuściły.

sobota, 29 marca 2014

Rozdział dziesiąty

   Minął tydzień od momentu zabójstwa. W tym czasie dziewczyna w ogóle nie wychodziła z pokoju. Dwa dni wcześniej przyjechali Dann i Alex. Ich tez nie chciała widzieć, mimo iż sie z nimi stęskniła. Obydwaj próbowali z nią pogadać ale spęzło to na niczym.
    Po tygodniu Vivian opuściła swój pokój. Z początku nikt jej nie poznał. Oczy miała czerwone ale w jej wzroku było widać złowieszcze iskierki. Dann podejrzewał, ze zabicie przez nią 20 ludzi było dopiero początkiem.
    Vivian zaś nie czuła nic. Jedynym powodem dla którego żyła była zemsta. Zemsta na Czarnym Panu i Brainie i nic jej od tego nie odwiedzie.
   Czuła sie winna, bardzo winna bo to przez nią ciocia i wujek nie żyją.. Siedzieli wszyscy w salonie. Sharan, Chris, Megy i Nathan. Dyskutowali. Vivian usłyszała kawałek rozmowy i sie do nich dołączyła.. Była za ciocia i wujkiem. Misja nie zapowiadała sie tak tragicznie. Mały wywiad i powrót do domu. Tylko tyle. Megy i Nathan sie zgodzili bo w przeciwieństwie do Sharan i Chris'a oni nie mieli żadnego dziecka. Vivian na to przystała, a jej rodzice w końcu sie zgodzili. Następnego dnia oboje wyruszyli z Uniwersytetu zaraz po popołudniowych lekcjach. Vivian wyglądała w tedy z okna, ostatni raz widziała ich żywych.
  Na to wspomnienie dziewczynie kręcą sie łzy w oczach. Próbuje z tym wałczyć ale powoli przegrywa te walkę.
  Sharan bardziej niż maż przezywa śmierć siostry i szwagra. Nie widziała ich przez osiem lat, kiedy to zostawili Vivian w ich rekach i wcześniej, kiedy ona, Chris i mała Vivian musieli uciekać z Verony. Przez ten cały czas myślała o spotkaniu z Megy a gdy to sie stało została ona jej odebrana.
   Alex nie miał co robić wiec włóczył sie po Veronie. Dann go nie pilnował bo miał inne sprawy na głowie, wiec chłopak nie mając co robić, zwiedzał miasto. Czwartego dnia po przyjeździe Alex poznał Adriana - dobrze zbudowanego, niewysokiego bruneta o bystrym a zarazem złowieszczym spojrzeniu w ciemno-brązowych oczach. Od tamtej pory Alex chodził z nim poznając głębiej Veronę i jej mieszkańców.
 - Znasz Vivian ? - spytał pewnego razu Alex Adriana.
- Chodzimy do jednej klasy. Raczej chodziliśmy a czemu pytasz ?
- O tak. Czemu " raczej chodziliście "?
 - Po zabójstwie Mistrza i Mistrzyni ponoć sie załamała i od tamtej pory słuch o niej zaginął. Co ona tak cie interesuje ?
- To moja najlepsza przyjaciółka. Chciałem wiedzieć czy tutaj ma jakiś przyjaciół ?
- Tutaj? Tutaj jej nikt nie lubi.
- Czemu?
- Na początku roku poszła plotka ze uprawia czarna magie. Została odrzucona przez większość.
- Niby kto tak powiedział ?
- Ja. - odparł z duma Adrian. Alex popatrzył na niego krzywo.
- Nie patrz tak na mnie. Znalem cie jeszcze zanim sie poznaliśmy. Twój brat został zaklęty przez mojego Mistrza a ty robisz wszystko aby zachować go przy życiu. Dlatego przyjaźnisz się z Vivian.
- Skąd..?
- To wiem ? Jestem jego bratankiem, mój ojciec to jego brat.
  Po tych wydarzeniach zmieniło się wszystko i to o sto osiemdziesiąt stopni
.

-----------------------------

Witam :)Myślę, że ciekawskich trochę uspokoiłam aczkolwiek to nie jest jeszcze koniec!
Małe pytanie: Co zrobi Alex, skoro przyjaźni się z wr
ogiem Vivian i ten zna jego tajemnice ? Odpowiedzi w komentarzu :) 

wtorek, 25 marca 2014

Rozdział dziewiąty

    Zbliżała się do grupy. Wiedziała kim są i co zrobili. Wiedziała na ich temat wszystko co potrzebowała. Czwórka mężczyzn i trzy kobiety w wieku od 20 do 30 lat byli szpiegami niejakiego Brain’a i to oni zabili jej wujostwo. To dziewczynie wystarczyło.
   Nim Vivian zbliżyła się dostatecznie blisko, trzy roześmiane kobiety padły bez tchu, ku zdziwieniu ich towarzyszy. Mężczyźni rozglądali się wokół, ale widzieli tylko nic niezagrażającą dziewczynę. Jak bardzo się mylili.
   Po paru metrach dwójka z mężczyzn padła trupem. Ci, którzy pozostali przy życiu zdali sobie sprawę z tego, iż ta niepozorna dziewczyna stwarza zagrożenie, z którym trzeba się liczyć.
- Czego chcesz? - spytał wyższy z szpiegów.
- Proste. Zemsty. - odparła dziewczyna.
- Za co ? - dopytywał się drugi mężczyzna.
  Vivian milczała. Wysoki miał ciemną skórę i jasne włosy. Jego towarzysz był blady jak trup z ciemnymi włosami. Za plecami dziewczyny zjawili się inni. Nie było ich wielu ale ona nic nie robiła. Czekała.
  Pierwszy pocisk pojawił się nagle, odbił się jednak i " nieszczęśliwie " trafił w Wysokiego, który zaczął się palić. Jego towarzysz odsunął się ale nie był dość szybki - jego płaszcz zajął się ogniem i nic nie dało się zrobić.
- Zadowolona ? - spytał głos za plecami Vivian. Dziewczyna odwróciła się do niego. Był to młody mężczyzna. Przypominał jej Dann’ego, może dlatego, że obaj byli z tego samego wieku.. - Popatrz co zrobiłaś.
- A wy ? - odparowała ze złością. Chłopak tylko wzruszył ramionami co jeszcze bardziej rozwścieczyło nastolatkę. Po minucie zostali tylko we dwoje. " Ochrona " młodego szpiega składająca się z pięciu mężczyzn leżała nieruchomo na ziemi.
    Vivian uśmiechnęła się blado.
- Powiedz swojemu Panu, że to jeszcze nie koniec.
   Chłopak odwrócił się i odbiegł.
   Dziewczyna poszła w drugą stronę. Do miasta. Ludzie z ciekawością na nią spoglądali - jedna młoda dziewczyna a za nią " lecą" trupy. Vivian ustawiła je w stos i odwróciła się do tłumu, który zebrał sie na placu.
- Ludu Verony ! - krzyknęła. Jej głos był spokojny mimo targających ją emocji. - Ci, którzy nie wiedzą lub mnie nie rozpoznają to nazywam się Vivian Score. Wiele lat temu pewna kobieta przepowiedziała iż urodzi się dziecko mające moc pokonania Czarnego Pana. Tym dzieckiem jestem Ja. Tak jestem tutaj dziś aby tę przepowiednię spełnić !
   Ludzie szeptali między sobą, ona im na to pozwoliła. Ktoś za tłumem próbował się do niej przedrzeć ale ciekawskich było zbyt wielu. Powoli tłum zamilkł.
- Zastanawiacie się, zapewnie skąd się wzięłam i dlaczego za mną leżą martwi ludzie ? Odpowiedź jest prosta. Pochodzę z małego miasteczka, przyjechałam tutaj niedawno i wiele się o sobie dowiedziałam. Stąd wiem o przepowiedni. Ci ludzie za mną to szpiedzy. - chwila ciszy.- Tak. Szpiedzy. Niejakiego Czarnego Pana. Co oni tutaj robią?
   Znów cisza. Dziewczynie zaczęło sie to podobać.
- Zabili mi część rodziny. Moją ciocię i mojego wujka zamordowano na misji, która w ogóle nie miała mieć miejsca. Ja ich do tego skłoniłam. Chciałam aby się do czegoś przydali. Misja ta nie stwarzała żadnego zagrożenia. Pomyliłam się i to bardzo. Teraz niech odpokutują Ci, którzy skrzywdzili nie tylko mnie ale i was i wasze rodziny !
  Po tych słowach stos zaczął się palić. Vivian zeszła z widoku i udała się do Domu Magów. Tam położyła się na łóżku i zaczęła płakać.


------------------------------------------------------
Witam :) Wiem dawno mnie tutaj nie było za co serdecznie przepraszam :)
Ciekawe? Komentuj ! :D

wtorek, 18 marca 2014

Przepraszam :(

Dawno mnie tutaj nie było, za co serdecznie przepraszam. Nie mam jak na razie czasu aby dodawać nowe notki.. Myślę, że dodam w najbliższym czasie.. Niestety szkoła to nie bajka, a mi na przyszły tydzień wypada sprawdzian po sprawdzianie..
Przygoda z Vivian nie dobiegła jeszcze do końca więc czekajcie cierpliwie ! :)))))

poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział ósmy

   Vivian nerwowo chodziła po pokoju. Dann wybrał się na "tajną" misję wraz z Channem i Mistrzyni Nani. Dziewczyna wiedziała, że chodzi o Alexa, od oczywiście maga, bo rodzice nic nie chcieli jej powiedzieć. Dann nie ma tak zaplątanego języka i wszystko jej wypaplał.. 
   W końcu uspokoiła się, zamknęła drzwi na kluczyk, aby nikt nie wszedł i usiadła na podłodze. Stworzyła kulę i czekała. 
   W kuli widziała pokój, który wydawał jej się dziwnie znajomo. Po chwili uświadomiła sobie, że to pokój Alexa i była w nim wiele razy. 
- Vivian ! - to był zadowolony głos Danna, który chwile później pojawił się w kuli. Alex siedział koło niego i się uśmiechał.
- Cześć chłopaki. - powiedziała. - Dann to prawda, że Alex ma w sobie moc? 
- Tak. - odparł uśmiechnięty mag.
 - O co chodzi? - dopytał się Alex.
- Przyjacielu mój drogi, mówimy o tym, że za niedługo przyjedziesz tutaj do Verony! - prawie wrzasnęła ale się w ostatniej chwili opanowała.

 - Naprawdę ? 
- Takie jest prawo. - odpowiedział mu Dann. - Jest parę szczegółów , które trzeba dotrzymać, ale na razie się nie przejmuj. Vivian mów co dzieje się w Veronie.
 - Szkoda gadać.. Jednym słowem : źle. Brain ciągle gdzieś znika, ludzie coraz częściej giną. Jedyna dobra wiadomość to taka, że jestem im nie potrzebna i robię co chce. - dodała z uśmiechem.
- A czy przypadkiem nie chodzisz do miasteczka ? 

- Owszem. - odparła zadowolona.
- A Czarnoksiężnik?
- Nie boję się go. Przecież i tak kiedyś stanę z nim oko w oko... - powiedziała ale przerwała jej mama.
 - Vivian, dziecko chodź tutaj ! - dziewczyna spojrzała na Danna, później na drzwi. Wiedziała, że coś się stało, ponieważ mama mówiła do niej " dziecko " tylko w złych sytuacjach.
- Może pójdę zobaczyć co się stało. - rzekła po chwili ciszy do chłopaków. - Jeszcze się odezwę. 

   Powoli otworzyła drzwi i zeszła po schodach. W salonie było pełno magów, to nie był dziwny widok, ponieważ ostatnimi czasy często tutaj bywali. Zdziwiło ją jednak usytuowanie, mianowicie mniej więcej na środku salonu nie stały żadne krzesła czy choćby stół. Dziewczyna podeszła bliżej i zobaczyła zapłakaną mamę leżącą nad czyimś ciałem, obok niego leżało drugie. Tata siedział na krześle, z twarzą zakrytą dłońmi i równie zapłakanego co mama. Vivian przysunęła się bliżej i zobaczyła twarze zmarłych. Byli to ciocia i wujek. Mama spojrzała na nią niemal błagalnie ale córka nie podeszła do niej lecz odwróciła się i wyszła z mieszkania.

----------------------------------
Witam :P Ten rozdział jest trochę krótki, ale mam nadzieje, że zaciekawiłam was i nim. Przepraszam Was, że dopiero dziś a nie w piątek, ale jakoś tak mi szybko weekend zleciał, że nie miałam czasu aby wejść na kompa.